dzisiaj jest: poniedziałek, 21.04.2014 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 47/2007 » Historia »

Skąd nasz ród?

autor: Adam Suwart
Większość Polaków usłyszała w dzieciństwie legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Rozdzieleni bracia mieli wyruszyć w kilka stron świata i – jak twierdzą średniowieczne kroniki – założyć trzy państwa – polskie, czeskie i ruskie. Choć z punktu widzenia współczesnej nauki, to oparte na średniowiecznym przekazie, podanie wydaje się naiwne, to jednak kryje się w nim ślad prawdy.

Naturalnym pragnieniem człowieka jest chęć poznania własnej przeszłości. W wymiarze jednostkowym dążenie takie wyraża się, na przykład, w badaniach genealogicznych. Niektórzy ludzie potrafią poświęcić całe swoje życie i ogromne kwoty pieniędzy na poszukiwanie prawdy o własnym nazwisku i przeszłości swojego rodu. Podobnie zbiorowości ludzkie są złaknione wiedzy o własnym pochodzeniu, a w kulturze europejskiej żywotność narodu bywa uznawana za jeden z najważniejszych wyznaczników postępu cywilizacyjnego.

Duma i nieświadomość
Współcześni Grecy i Włosi szczególnie chętnie powołują się na swe pochodzenie od znanych w całym świecie antycznych kultur, na których ufundowana jest w dużej mierze cywilizacja Zachodu. Także Francuzi odwołują się do spuścizny rzymskiej i do państwa Franków, które są podwalinami dzisiejszej Francji – od stuleci jednego z najbardziej wpływowych państw na świecie. Na Wyspach Brytyjskich, ale także w niektórych środowiskach w Stanach Zjednoczonych, możemy usłyszeć o pochodzeniu anglosaskim, które sięga znów V i VI wieku, kiedy to germańskie plemiona Anglów, Sasów i Jutów skolonizowały wyspiarski kraj, wypierając stamtąd Celtów. Także Niemcy na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci z pasją szermowali prawdami, a często także półprawdami i mitami na temat swojego pochodzenia. Pangermański ideał „nadczłowieka”, który stał się przyczyną tylu zbrodni w XX wieku, wywiedziony był właśnie ze źle i karykaturalnie rozumianej przeszłości współczesnych Niemców.

Na tym tle imponujących przodków współczesnych narodów europejskich pojawiają się: Polacy Czesi, Słowacy, Bułgarzy, Chorwaci, Serbowie, Bośniacy, Słoweńcy, Białorusini, Ukraińcy, a nawet Rosjanie, którzy mimo równie bogatej przeszłości swych narodów, nie umieją się nią ani chwalić, ani tym bardziej uczynić z niej swoistego towaru promocyjnego, we współczesnym, urynkowionym świecie.



Do dziś niektóre narody słowiańskie zachowały odrębny strój ludowy – na zdjęciu pocztówka z lat międzywojennych przedstawiająca strój ludowy górnych Łużyczan z terenów dzisiejszych Niemiec Wschodnich. W X wieku na terenie germańskiego cesarstwa Ottonów Słowianie zajmowali tereny aż po dzisiejszy Hamburg i granicę z Danią. Świadectwem tego jest wiele nazw własnych miejscowości oraz mniejszości etniczne, z których najliczniejsi są właśnie Łużyczanie zwani też Serbami Łużyckimi.


Słowiański Berlin
Tymczasem Słowianie, a raczej ich współcześni potomkowie, według kryterium lingwistycznego są najliczniejszą grupą ludnościową w Europie. Zamieszkują przede wszystkim Europę Środkową i Wschodnią, ale też południową cześć kontynentu – Bałkany. Nie wiadomo kiedy słowiańscy przodkowie przybyli na te tereny, o ile nie żyli tu „od zawsze”. Nauka jest w tej kwestii podzielona. Według jednych Słowianie żyli na terenach dzisiejszej Polski – a ściślej w dorzeczach Odry, Wisły i Dniepru – od tysiącleci i na pewnym etapie zaczęli tworzyć wspólnoty plemienne, które w procesie dziejowym przekształciły się w narody. Rzecznikiem pewnej wersji tej koncepcji, zwanej „autochtoniczną”, był słynny polski archeolog profesor Józef Kostrzewski, odkrywca Biskupina. Inni naukowcy są skłonni wywodzić pochodzenie Słowian z terenów azjatyckich, skąd mieli oni przybyć w rejony dzisiejszej Europy Środkowej na przełomie starej i nowej ery, a według części badaczy nawet dopiero w IV i V wieku. Wysuwano także sugestie o pochodzeniu Słowian z Azji Mniejszej, a więc z terenów dzisiejszej Turcji. W XIX wieku wywodzono stamtąd tak zwanych Wenedów, którzy mieli być indoeuropejskimi przodkami późniejszych Słowian. Prasiedziby Słowian lokalizowano też między Dunajem a Cisą, a więc w południowej Europie, na Wołyniu, Podolu i Polesiu oraz nad środkowym Dnieprem aż do źródeł Donu... Byli też tacy badacze, którzy dzięki analizie znalezisk antropologicznych, najczęściej szkieletów na terenach starych cmentarzysk, dowodzili, że prasiedziby Słowian znajdowały się na terenie dzisiejszych Niemiec Wschodnich. Dowodem na to mają być też ślady słowiańskie w nazewnictwie geograficznym. Zajmująca się tym gałąź nauki zwana toponimiką, tłumaczy nam nawet, że nazwa niemieckiej stolicy jest niemal czystą kalką z języka prasłowiańskiego, podobnie jak wiele innych nazw miejscowości niemieckich z końcówką „-in”.

Bliski w słowach lub niewolnik

Być może właśnie od szczególnej wspólnoty językowej Słowian pochodzi ich nazwa, którą tłumaczy się czasem jako „znający słowa” albo „bliski w słowach”. Są jednak zgoła odmienne hipotezy, które tłumaczą pochodzenie tej nazwy od wyrazu „slava”, oznaczającego lud sławny, dzielny, albo od łacińskiego sclavus, co oznacza niewolnika. Jak widać, i w tym zakresie Słowianie pozostają tajemnicą. Nie pozostawili po sobie żadnych świadectw pisemnych, a i materiały wykopaliskowe nie pozwalają do końca o nich wyrokować. Jeszcze bardziej tajemnicza pozostaje słowiańska mitologia, której reliktowe jedynie ślady pozostały do dziś. Wiedzę o przeszłości ludów słowiańskich badacze czerpią więc ze starych kronik średniowiecznych, przekazów antycznych kupców, podróżników i kronikarzy, świadectw archeologicznych, analiz nazw własnych i miejscowości. Jest to jednak wiedza niepewna, pełna znaków zapytania i niejasności. Dużą nadzieję dają ostatnio nie tylko dalsze badania językowe, ale także antropologia genetyczna, czyli badanie i porównywanie kodów genetycznych dawnych i współczesnych populacji. Może one kiedyś pozwolą wyjaśnić, skąd tak naprawdę pochodzi nasz ród.


Od Jutlandii po Saloniki
Zagadnienia pochodzenia, czyli etnogenezy ludów europejskich, należą do najtrudniejszych i najszerzej dyskutowanych kwestii w humanistyce. Problem jest o tyle skomplikowany, że od końca XIX wieku, szczególnie w prężnie rozwijającej się nauce niemieckiej, problematyka ta została brutalnie naznaczona ideologią rasizmu. W niemieckich szkołach uczono dzieci, że „w dawnej przeszłości do Europy przybyły ze Wschodu mężne i silne plemiona germańskie, które skolonizowały kontynent, stając się źródłem kultury. Dopiero za germańskim nadczłowiekiem do Europy przybyły słowiańskie niedobitki, nie nadające się do walki, łowiectwa, a jedynie nieudolnie uprawiające rolę”. Niestety, takie szowinistyczne przekonania, zaszczepiane niemieckim uczniom w latach 30. XX wieku, do dziś pokutują w niektórych środowiskach, choć nie są głośno artykułowane.

Tymczasem świadomość dawnej potęgi Słowian nawet wśród narodów o tym pochodzeniu jest znikoma. Któż z nas uświadamia sobie, że we wczesnym średniowieczu zachodnia granica słowiańskiego zasięgu zaczynała się nad Bałtykiem u nasady Półwyspu Jutlandzkiego, w okolicach Kilonii. Biegła stamtąd na południe, zahaczała o przedpola dzisiejszego Hamburga, kierując się dalej w stronę Magdeburga. Dalej granica zasięgu Słowian przebiegała na zachód od rzeki Soławy (Saale) do Ratyzbony, kierując się następnie wzdłuż Dunaju do Linzu i przez wschodnie Alpy dobiegała do Triestu nad Adriatykiem. Na wschód od tej linii znajdowało się niezmierzone morze słowiańskiej rasy, na którym majaczyły jedynie wysepki ugrofińskich Madziarów (przodków dzisiejszych Węgrów) oraz romańskich protoplastów Rumunów. Słowianie wypełniali niemal cały Półwysep Bałkański, a słowiańskie były nawet wsie na Krecie i Półwyspie Peloponeskim! Osobliwością językową tej wspólnoty było to, że Słowianin z północy, z okolic Hamburga, mógł się bez większych przeszkód porozumieć ze swoim pobratymcem z terenów greckich, podczas gdy Niemiec z północy mówiący swym dialektem pozostałby niezrozumiały dla mieszkającego zaledwie 500 km na południe Bawarczyka.



Na niemieckiej dziś wyspie Rugia pogańscy Słowianie czcili swego najpotężniejszego boga – Świętowita. Ośrodek kultu tego bożka znajdował się na trudno dostępnym cyplu wyspy, w Arkonie. Ślady wielkiego grodziska kultowego zachowały się do dziś. W potężnej świątyni ustawiony był wielki posąg Świętowita wykonany z kilku gatunków drzewa. Mógł on być nieco przerażający, bowiem z trzonu figury wystawały cztery szyje, na których unosiły się cztery głowy, patrzące w cztery strony świata. Przed posągiem składano daniny z koni i łupów wojennych. Kult na Rugii przetrwał stosunkowo długo i przybrał zapewne cechy religii państwowej lokalnych Słowian, których rozgromił dopiero w 1186 roku duński król Waldemar I Wielki. Wśród innych bóstw słowiańskich na terenie całej słowiańszczyzny spotykamy jeszcze Dadźboga, Trygława, Swaroga, Radogosta, a także całe „stada” rusałek, strzyg i pomniejszych demonów, które w kulturze ludowej przetrwały lokalnie nawet do początków XX wieku. Większość ludów słowiańskich od IX wieku począwszy w ciągu około dwóch stuleci przyjęła chrześcijaństwo. Zaś greccy misjonarze Słowian z IX wieku, którzy przetłumaczyli Biblię na język słowiański, bracia Konstantyn i Michał, znani jako Cyryl i Metody, zostali ogłoszeni w 1980 roku przez Jana Pawła II Patronami Europy.
poprzedni   |   następny wróć
  • Potrafilibyśmy tak jak oni?
  • To historia ludzi o sercach kochających i miłosiernych nie tylko wobec najbliższej rodziny, ale i zupełnie obcych osób. Tak można by najkrócej opowiedzieć losy sług Bożych Wiktorii i Józefa Ulmów z Markowej. Oni są symbolem tych tysięcy Polaków, którzy w czasie II wojny światowej pomagali Żydom skazanym przez Niemców na zagładę.

    więcej »
  • Transmisje rozpoczęły się w Wielkanoc
  • Dzisiaj transmisje Mszy św. są stałym punktem polskich programów radiowych i telewizyjnych. Niewielu jednak wie, że tradycja ta została zapoczątkowana w Poznaniu w święta Zmartwychwstania Pańskiego w 1927 r.

    więcej »
  • "Mieszko książę Polski został ochrzczony"
  • Nie mam wątpliwości, że to był najbardziej przełomowy moment w historii Polski, choć w kronice odnotowano go niezwykle lakonicznie. Roczniki polskie pod rokiem 966 zanotowały bowiem tylko te kilka słów: Mesco dux Polonie baptizatur, co znaczy: „Mieszko książę Polski został ochrzczony”. Od tej chwili zaczyna się historia Polski. Warto przypomnieć sobie początki naszych dziejów.

    więcej »
  • Nieznane oblicze wojny
  • Ulica Przemysłowa w Łodzi – ten adres powinniśmy dobrze zapamiętać. Czas bowiem najwyższy uświadomić sobie, co się pod nim kryło: obóz prewencyjny dla młodych Polaków istniejący w latach 1942–1945. Zginęły tam setki polskich dzieci, o których  jeszcze do dziś mało kto wie. Najwyższy czas poznać i upamiętnić ich losy.

    więcej »
  • Powrót bohaterów
  • Kolejne ofiary terroru komunistycznego zostały zidentyfikowane po ekshumacjach na warszawskich Powązkach. Swoje groby będą wreszcie mieli bohaterscy dowódcy oddziałów AK i WiN: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” i mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”.

    więcej »
  • Tożsamość przywrócona
  • Nie widziałem drugiego miejsca, gdzie z takim sadyzmem hańbiono by szczątki ludzi,  których skazano na karę śmierci – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierownik Zespołu do Spraw Poszukiwań Miejsc Pochówku Ofiar Terroru Komunistycznego 1944–1956 IPN.

    więcej »
  • Nie tylko Westerplatte
  • O okolicznościach niemieckiej agresji na Polskę po upływie 74 lat wiemy już niby wszystko, ale ciągle jeszcze trafiamy na zagadki, nieścisłości i kontrowersje. Należy do nich nawet data i godzina wybuchu II wojny światowej. 

    więcej »
  • Wiosna 1943
  • Do dziś nie mogę zapomnieć tego, co działo się w moich rodzinnych stronach w 1943 roku. Nie chcę, by pamięć o doświadczeniach mojej rodziny i innych Polaków mieszkających na Wołyniu zaginęła. Dlatego zacząłem spisywać wspomnienia.

    więcej »
  • Miało być pięć pogrzebów
  • Z okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego publikujemy wspomnienia ks. por. Bogdana Kończaka, ps. „Kodan” – powstańca, odznaczonego m.in. Krzyżem Armii Krajowej i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, obecnie kanonika, emerytowanego proboszcza parafii pw. Świętego Krzyża w Szamotułach.

    więcej »
  • Tworzenie czarnej legendy
  • Kto sądził, że powstanie warszawskie już na trwałe zostało wpisane w naszą świadomość historyczną jako dowód bezprzykładnego bohaterstwa i patriotyzmu Polaków, ten musi przecierać oczy ze zdumienia. Idzie nowa fala niszcząca pamięć o heroizmie żołnierzy podziemnej Armii Krajowej. A czarna legenda „obłędnej walki” z 1944 roku znów ma drugie dno – na wskroś polityczne.

    więcej »
right
left
RIO