dzisiaj jest: wtorek, 23.09.2014 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 44/2012 » Historia »

Pierwszy papież dwóch imion

autor: Adam Suwart

 

 

Sto lat temu, w ubogiej włoskiej wiosce przyszedł na świat człowiek, który stał się papieżem. I choć był nim przez nieco ponad miesiąc, należy mu się pamięć i szacunek jako niezwykłej skromności pasterzowi, bez którego Kościół katolicki w XX wieku byłby inny.

  

„Kiedy zapytano mnie, jakie imię chcę przyjąć, nieco nad tym się zastanawiałem. Tak rozumowałem: papież Jan raczył mi osobiście udzielić sakry tu, w bazylice św. Piotra. Potem, choć niegodny, zastąpiłem go na katedrze św. Marka. (...) papież Paweł uczynił mnie kardynałem. A parę miesięcy wcześniej na placu św. Marka sprawił, że stałem cały czerwony wobec dwudziestu tysięcy ludzi, bo zdjął swoją stułę i włożył mi ją na ramiona. Dlatego postanowiłem, że nazwę się Jan Paweł. Zrozumcie – ja nie mam ani mądrości serca Jana, ani przygotowania i kultury papieża Pawła. Ale jestem na ich miejscu. Postaram się służyć Kościołowi. Ufam, że wspomożecie mnie swoimi modlitwami” – tymi słowami zwrócił się do wiernych w swoim pierwszym przemówieniu podczas modlitwy Anioł Pański 27 sierpnia 1978 r. nowy papież Jan Paweł I.
 
Uśmiechnięty papież
 
Konklawe po śmierci kierującego Kościołem przez poprzednie 15 lat papieża Pawła VI trwało tym razem bardzo krótko. 111 spośród 114 kardynałów Świętego Kościoła Rzymskiego, mających prawo wybierać nowego biskupa Rzymu, obradowało niespełna dwa dni. Już 26 sierpnia, w drugim dniu konklawe, w trzeciej turze głosowania na nowego papieża wybrano patriarchę Wenecji kard. Albino Lucianiego. Wkrótce po ukazaniu się ludowi Rzymu nowy papież zaskoczył wszystkich swą decyzją. Jako pierwszy w dziejach biskup Rzymu postanowił przyjąć podwójne imię – Jan Paweł.
Pokora Jana Pawła I, która ujawniła się choćby wtedy, gdy uzasadniał powody przyjęcia swych papieskich imion, z pewnością nie była udawana. Dla wielu świadków jego heroicznego życia była ona jedną z podstawowych cech jego przejrzystej, chrześcijańskiej osobowości. Innym, równie wyraźnym rysem charakteru Jana Pawła I była życzliwość wobec każdego człowieka. Jej zewnętrznym przejawem miał być uśmiech, który na tyle często gościł na jego obliczu, że wtedy – trochę na wzór Jana XXIII, nazywanego „dobrym papieżem” – okrzyknięto nowego Ojca Świętego „papieżem uśmiechu”. Z natury był człowiekiem skromnym, wręcz nieśmiałym. Sekretarz Jana XXIII abp Loris Capovilla wspominał, że Jan Paweł I „miał w swym sklepie więcej, niż pokazywał w witrynie”.
 
Udane kapłaństwo
 
Skromność i bezpretensjonalność towarzyszyły przyszłemu papieżowi od najmłodszych lat. Urodził się niemal dokładnie przed wiekiem, 17 października 1912 r. w małej wiosce Forno di Canale, zwanej dziś Canale d'Agordo, koło Belluno, w ubogiej rodzinie robotniczej. Jako chłopiec pasał bydło, by pomóc rodzicom i dorobić do zakupu żywności. Jak zapisał jeden z jego biografów, watykanista Josef Gelmi, „często doświadczał głodu na własnej skórze”. Już w wieku 11 lat młody Albino Luciani poczuł powołanie do stanu kapłańskiego i mimo że miał ojca, Giovanniego Lucianiego, hołdującego przekonaniom socjalistycznym o zabarwieniu antyklerykalnym, uzyskał od niego zgodę na wstąpienie do seminarium duchownego. Zapewne udało się to dzięki modlitwom i perswazji matki przyszłego papieża, Bernoli Luciani, żarliwej katoliczki. Najpierw była więc nauka i formacja w Niższym Seminarium Duchownym w Feltre, a później w wyższym – w Belluno.
Studia seminaryjne w Belluno ukończył ze znakomitymi wynikami i świetną opinią. Po święceniach kapłańskich otrzymanych w 1935 r. w kościele pw. św. Piotra w Belluno, przez lata pracował w różnym charakterze – był wikarym w rodzinnym Forno di Canale, wicerektorem i wykładowcą swego macierzystego seminarium w Belluno.
Odbył też we Włoszech służbę wojskową i doktoryzował się na rzymskim Gregorianum. Co ciekawe, podczas studiów na Uniwersytecie Gregoriańskim zajmował się m.in. włoskim filozofem Antonim Rosminim, którego książka Pięć ran Kościoła trafiła w poł. XIX w. do Indeksu Ksiąg Zakazanych. Jakaż musiała być jednak intuicja kościelna Lucianiego, skoro ten sam Rosmini od 2007 r. czczony jest jako błogosławiony i uznaje się go za XIX-wiecznego prekursora myśli soborowej.
Sam ks. Luciani powiadał też, że gdyby nie został księdzem, z pewnością oddałby się dziennikarstwu. Zresztą zdolności komunikacyjnych i pisarskich przyszłemu papieżowi nie brakowało. Dowodem na to jest m.in. ciekawa książka Katecheza w okruchach chleba, wydana w 1949 r., kiedy to współorganizował też w diecezji Belluno Kongres Eucharystyczny.
 
Droga do tiary
 
W 1958 r. ks. Albino Luciani z woli Jana XXIII został mianowany biskupem włoskiej diecezji Vittorio Veneto. Papież Jan sam udzielił sakry biskupowi nominatowi. Jedenaście lat później bp Albino Luciani objął patriarchat Wenecji jako arcybiskup metropolita tej kluczowej prowincji kościelnej. Najstarsi mieszkańcy cudownego miasta na lagunach do dziś wspominają jego niezwykły, nawet jak na współczesne czasy, sposób bycia: często jeździł na rowerze, spacerował po swym mieście, bezpośrednio i pogodnie witał się z wiernymi, ubierał się i żył skromnie, bez zapowiedzi odwiedzał ludzi chorych i ubogich. Zarazem nie negował przebogatej weneckiej tradycji kościelnej i historycznej, szanując majestat diecezji z bazyliką św. Marka. Miał też wyraźne uzdolnienia językowe i zachwycał swoją erudycją. Zasłynął z licznych opowiadań epistolarnych, tworzonych na przestrzeni kilku lat, w których o ważnych sprawach pisał do znanych postaci historycznych i literackich. W 1973 r. został kreowany kardynałem, a rok wcześniej przebywający w Wenecji papież Paweł VI w obliczu tłumów wiernych nałożył kard. Lucianiemu swą szeroką papieską stułę. Czy był to znak – jak spekulowano – że w patriarsze Wenecji widział swojego następcę?
 
 
Krótki pontyfikat
 
Kard. Albino Luciani wybrany został na papieża 26 sierpnia 1978 r. Uroczysta inauguracja rządów nowego następcy św. Piotra nastąpiła 3 września 1978 r. Datę tę Jan Paweł I wybrał nieprzypadkowo: tego dnia, tyle że w odległym 590 r. po Chrystusie dokonano wyboru na papieża Grzegorza Wielkiego, który był wielkim wzorem dla posługi w Kościele Jana Pawła I. Od dnia inauguracji swego pontyfikatu Jan Paweł I zdążył odbyć zaledwie kilkanaście spotkań i napisać kilka tekstów, zanim 29 września o godz. 7.42 Radio Watykańskie podało wstrząsający dla wielu komunikat: „Dziś rano o godz. 5.30 prywatny sekretarz papieża, kiedy Jan Paweł nie zjawił się w kaplicy prywatnej o oznaczonej porze, wszedł do pokoju papieża i zastał go martwego w łóżku. Obok paliła się lampa, jak przy kimś, kto właśnie czytał. Wezwany natychmiast lekarz – dr Renato Buzzonetti – stwierdził zgon, który nastąpił prawdopodobnie o godz. 23.00 dnia poprzedniego z powodu silnego zawału serca”. Nagła śmierć papieża, który przeżył niespełna 33 dni swego pontyfikatu, posłużyła wielu do snucia niekiedy bardzo sensacyjnych hipotez na temat okoliczności zgonu. Biograf papieży Rudolf Fischer-Wollpert skwitował owe supozycje zdaniem: „Kolportowane wersje, że papież stał się ofiarą zamachu, są zbyt absurdalne, żeby się nimi poważnie zajmować”.
Dokładnie w stulecie narodzin Jana Pawła I, 17 października 2012 r. do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zostało przekazane tzw. positio, czyli zbiór dokumentów mających na celu wykazanie heroiczności cnót kandydata na ołtarze – sługi Bożego Jana Pawła I. Do beatyfikacji wymagany jest jeden cud, mający odbyć się za wstawiennictwem zmarłego papieża. Rzymska agencja „Zenit” donosi, że cud jest już znany i badany. Proces beatyfikacyjny toczy się od 2003 r., kiedy to został rozpoczęty z woli bł. Jana Pawła II.
 
 
oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Monte Cassino - 129 dni piekła
  • Monte Cassino dla Europy to znak chrześcijańskich korzeni. Dla Polaków – symbol wielkim kosztem okupionego zwycięstwa, któremu drogę przetarły oddziały 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Władysława Andersa. 

    więcej »
  • Na cześć Matki Bożej i... konstytucji
  • Przypadające tego samego dnia kościelne uroczystości ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski i świeckie obchody święta Konstytucji 3 maja pokazują, jak mocno w Polsce splecione są ze sobą dzieje Kościoła i państwa. Co roku 3 maja widać bardzo wyraźnie, że polityczne próby oddzielenia polskości od katolicyzmu to nie tylko rodzaj manipulacji. To fałszowanie historii.

    więcej »
  • Potrafilibyśmy tak jak oni?
  • To historia ludzi o sercach kochających i miłosiernych nie tylko wobec najbliższej rodziny, ale i zupełnie obcych osób. Tak można by najkrócej opowiedzieć losy sług Bożych Wiktorii i Józefa Ulmów z Markowej. Oni są symbolem tych tysięcy Polaków, którzy w czasie II wojny światowej pomagali Żydom skazanym przez Niemców na zagładę.

    więcej »
  • Transmisje rozpoczęły się w Wielkanoc
  • Dzisiaj transmisje Mszy św. są stałym punktem polskich programów radiowych i telewizyjnych. Niewielu jednak wie, że tradycja ta została zapoczątkowana w Poznaniu w święta Zmartwychwstania Pańskiego w 1927 r.

    więcej »
  • "Mieszko książę Polski został ochrzczony"
  • Nie mam wątpliwości, że to był najbardziej przełomowy moment w historii Polski, choć w kronice odnotowano go niezwykle lakonicznie. Roczniki polskie pod rokiem 966 zanotowały bowiem tylko te kilka słów: Mesco dux Polonie baptizatur, co znaczy: „Mieszko książę Polski został ochrzczony”. Od tej chwili zaczyna się historia Polski. Warto przypomnieć sobie początki naszych dziejów.

    więcej »
  • Nieznane oblicze wojny
  • Ulica Przemysłowa w Łodzi – ten adres powinniśmy dobrze zapamiętać. Czas bowiem najwyższy uświadomić sobie, co się pod nim kryło: obóz prewencyjny dla młodych Polaków istniejący w latach 1942–1945. Zginęły tam setki polskich dzieci, o których  jeszcze do dziś mało kto wie. Najwyższy czas poznać i upamiętnić ich losy.

    więcej »
  • Powrót bohaterów
  • Kolejne ofiary terroru komunistycznego zostały zidentyfikowane po ekshumacjach na warszawskich Powązkach. Swoje groby będą wreszcie mieli bohaterscy dowódcy oddziałów AK i WiN: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” i mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”.

    więcej »
  • Tożsamość przywrócona
  • Nie widziałem drugiego miejsca, gdzie z takim sadyzmem hańbiono by szczątki ludzi,  których skazano na karę śmierci – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierownik Zespołu do Spraw Poszukiwań Miejsc Pochówku Ofiar Terroru Komunistycznego 1944–1956 IPN.

    więcej »
  • Nie tylko Westerplatte
  • O okolicznościach niemieckiej agresji na Polskę po upływie 74 lat wiemy już niby wszystko, ale ciągle jeszcze trafiamy na zagadki, nieścisłości i kontrowersje. Należy do nich nawet data i godzina wybuchu II wojny światowej. 

    więcej »
  • Wiosna 1943
  • Do dziś nie mogę zapomnieć tego, co działo się w moich rodzinnych stronach w 1943 roku. Nie chcę, by pamięć o doświadczeniach mojej rodziny i innych Polaków mieszkających na Wołyniu zaginęła. Dlatego zacząłem spisywać wspomnienia.

    więcej »
right
left
Papież Franciszek w Ziemi Świętej