dzisiaj jest: wtorek, 22.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 8/2011 » Historia »

Orły spadające na wroga

autor: Weronika Stachura

316 najlepszych z najlepszych, odważnych, znakomicie wyszkolonych, tak by swoje zadania umieli wykonywać w największej tajemnicy – „cicho” i „po ciemku”. Cichociemni. W tym roku mija 70. rocznica ich pierwszej misji.

 

Linia demarkacyjna czasów

Wybuch II wojny światowej stanowił niejako linię demarkacyjną czasów, nieodwracalnie już dzieląc historię na okres przed i po 1 września 1939 r. Przemysław Bystrzycki, ps. „Grzmot”,  jeden z cichociemnych, w swojej książce Znaki cichociemnych tak wspomina początek wojny: „Bomby przyszły nazajutrz – 2 września. Młodość uciekła bez pożegnania, nie wiedziałem, że w godzinie świtu pewnego zwykłego dnia stanąłem po drugiej stronie czasu. Miasto wyludnione z miejscowej młodzieży, zaludnione obcą, przybyłą, spieszącą ku granicom; rojne wędrującymi rodzinami, w których zawsze kogoś brakowało. (...) Zacząłem brać udział w wielkiej grze dziejów”.

Polacy znajdujący się w potrzasku dwóch wydawać by się mogło nie do pokonania wrogów, walczyli nie tylko o życie swoje i swoich najbliższych. „Bastionem obrony” dla wielu stał się honor Polski. W jego imię powstawały organizacje podejmujące nierówną walkę z okupantem. Jedną z nich utworzyli żołnierze, którzy po klęsce Francji przedostali się do Anglii i tam zgłosili chęć udziału w walce w okupowanym kraju. Jednym z zasadniczych zadań było utrzymanie łączności z walczącym już w konspiracji Związkiem Walki Zbrojnej. Jak się później okazało, najskuteczniejszym sposobem komunikacji Paryż–Warszawa była droga powietrzna. Tworząc elitę w dziejach formacji Wojska Polskiego, cichociemni byli jednostką jedyną w swoim rodzaju.

Początki formowania się cichociemnych nie należały do najłatwiejszych. Po wielu perturbacjach związanych przede wszystkim z brakiem odpowiedniego sprzętu inicjatywę przejęli „spadochronowi zapaleńcy” – kapitanowie Jan Górski i Maciej Kalenkiewicz. Wykładowcy oficerskiego kursu saperskiego w Wersalu doskonale zdawali sobie sprawę, że to samolot i spadochron staną się  najlepszymi narzędziami nie tylko komunikacji z okupowanym krajem, ale i później umożliwią dostanie się żołnierzy Wojska Polskiego do ojczyzny. W przygotowaniach i realizowaniu pomysłu stworzenia nowej wojskowej komórki niemałą rolę odegrała córka gen. Władysława Sikorskiego, Zofia Leśniowska. Dzięki jej interwencji naczelny wódz wydał rozkaz utworzenia pierwszej polskiej jednostki spadochronowej.

 

Cicha robota

Wybrani żołnierze mieli być nie tylko oficerami łącznikowymi, ale i wszechstronnie wyszkoloną kadrą do zadań specjalnych, która w czasie planowanego powstania miała stanowić jednostkę wojsk powietrzno-desantowych. Służba ta wymagała więc zarówno znakomitej kondycji fizycznej, jak i niespotykanej inteligencji. Werbunek i szkolenie najlepszych kandydatów przeprowadzano w największej tajemnicy. Lotnicy, saperzy i żołnierze wszystkich rodzajów broni znikali z baz „cicho” i „po ciemku”. Stąd nazwę swą wzięła właśnie ta elitarna jednostka. W książce Drogi cichociemnych – zbiorze wspomnień żołnierzy – czytamy: „spróbujcie znaleźć lepszą na określenie takiego charakternika, który potrafi znaleźć się niepostrzeżonym tam, gdzie go najmniej się spodziewają i pożądają, cicho, a sprawnie narobić nieprzyjacielowi bigosu i wsiąknąć w ciemność, w noc – skąd przyszedł”.

Na przełomie 1941 i 1942 r. górzyste tereny Szkocji stały się główną bazą szkoleniową cichociemnych. Skok ze spadochronem był jedynie kulminacyjnym punktem wieńczącym kilkumiesięczny okres ćwiczeń. Program szkoleniowy obejmował kilka rodzajów kursów, które miały wyłonić grupy skoczków: do zadań bieżących i biorących udział w powstaniu. Ostatnią grupę stanowili emisariusze i kurierzy polityczni. Oprócz wyczerpujących ćwiczeń fizycznych, uczono ich posługiwania się każdym rodzajem broni. Przyszli cichociemni zgłębiali tajniki dywersji, partyzantki, techniki szyfrowania czy fałszowania dokumentów. Szczegółowo analizowano struktury wojskowe Wehrmachtu i politykę walki wroga.  Podczas szkolenia dokładano starań, by po wylądowaniu na polskiej ziemi żołnierza tej elitarnej jednostki nic nie zaskoczyło, by dzięki metodom pracy silent killing , cichej roboty bez budzenia jakichkolwiek podejrzeń, błyskawicznie umiał „wtopić się w tłum”. W ostatnim etapie przygotowań skoczek opracowywał „legendę o sobie”, uczył się swojego nowego życiorysu, a także brał udział w praktykach swojego „nowego” zawodu, zazwyczaj w administracji. Ocena każdego z kursantów wysyłana była do Polski, dzięki czemu na miejscu łatwiej było przydzielić go do konkretnego zadania.

 

Podpalcie Europę

Pierwsze przerzuty cichociemnych stanowiły bazę doświadczalną zarówno w zakresie wyboru najlepszych tras dla lotników, jak i w sposobie odbioru i organizacji życia skoczka już na polskiej ziemi. Koleje naloty przygotowywano i analizowano w najdrobniejszych szczegółach, by uniknąć jakiegokolwiek błędu. Na miejscu opiekę nad cichociemnymi roztaczały „ciotki”, kobiety, które zajmowały się znalezieniem bezpiecznego lokalu mieszkaniowego oraz zaznajomieniem żołnierza z realiami życia w okupowanej Polsce. Ten wyjątkowy w dziejach polskiej armii oddział przekuł zachętę premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churlilla o „podpaleniu Europy’ w czyn. Mogli tego dokonać tylko doskonale wyszkoleni skoczkowie. Warto dodać, że wciąż nie do końca powszechnie znaną historię 316 śmiałków zainteresował się reżyser Paweł Kędzierski. To o losach polskich żołnierzy biorących udział w trzech głównych sezonach operacyjnych „Intonacja”, „Riposta” oraz „Odwet” Kędzierski w 2008 roku zrealizował film dokumentalny My cichociemni. Głosy żyjących.

 

Ku chwale Ojczyzny

Do tej elitarnej jednostki wybrano 2413 kandydatów, 605 ukończyło szkolenia, 316 przerzucono do Polski. Wśród najsławniejszych cichociemnych byli m.in.: Adam Borys ps. „Pług”, dowódca batalionu „Parasol” w powstaniu warszawskim, Tadeusz Chciuk-Celt ps. „Marek Celt”, emisariusz gen. Sikorskiego, Leopold Okulicki ps. „Niedźwiadek” oraz Elżbieta Zawacka ps. „Zo”, jedyna kobieta wśród cichociemnych.

Nie wszyscy cichociemni znali się nawzajem, nie mieli struktury dowódczej ani sztandaru. Hasłem, które przyświecało ich służbie, były słowa: „ku chwale Ojczyzny”. Spadający do walki orzeł był znakiem rozpoznawczym cichociemnych, ustanowionym przez gen. Sikorskiego. Jego symbolikę wytłumaczył w rozkazie: „Na obczyźnie, gdzie myśli wszystkich Polaków biegną ustawicznie do chwili powrotu. (...) Wojsko Polskie widzi swój powrót w walce, poświęceniu i chwale. Chcemy, by orły naszych sztandarów zwycięsko spadały na wroga, zanim spoczną na oswobodzonej ziemi”.

Specyfika jednostki cichociemnych, u której podstaw była konspiracja, wyznaczała nie tylko charakter ich służby, ale i powojenną przyszłość. Z 316 cichociemnych zrzuconych do kraju zginęło 112, 9 skazano na karę śmierci na podstawie wyroków polskich sądów w okresie stalinizmu. Pierwszego zrzutu walczących w mroku polskich żołnierzy dokonano w nocy z 15 na 16 lutego 1941 r.

 

 


Wykorzystano książkę Przemysława Bystrzyckiego pt. Znaki cichociemnych. Warszawa 2009

Informacje także na www.cichociemni.ovh.org

 

 

 

poprzedni   |   następny wróć
  • Bajkowego biskupa przypadki
  •   Zapamiętano go powszechnie jako postać po wielokroć książęcą. Był księciem biskupem warmińskim, księciem sambijskim, słusznie nazywano go księciem Kościoła oraz księciem polskiej literatury oświeceniowej. Często jednak zapomina się, że biskup Ignacy Krasicki był też prymasem Polski.

    więcej »
  • Znaki dla wiary
  •   Wypadające z okna dziecko uratowane bezwiednie przez śląskiego „szmaciorza”, interwencja św. Józefa w lagrowym piekle na ziemi, miłosierdzie za pomoc udzieloną niewidomemu Niemcowi w drodze do obozu. To tylko niektóre znaki, jakie kard. Ignacemu Jeżowi nigdy nie pozwoliły na zwątpienie.

    więcej »
  • Zapomniane męczeństwo
  •   Ten temat regularnie pojawia się i znika, niestety tylko na łamach prasy katolickiej. Może tegoroczna,  przypadająca w sierpniu 35. rocznica śmierci abp. Antoniego Baraniaka stanie się pretekstem do przypomnienia ogromnych zasług tego biskupa. Nie tylko dla Kościoła, ale po prostu dla naszego kraju.

    więcej »
  • Ranking konstytucyjny
  •   W powszechnej opinii była drugą na świecie i pierwszą w Europie, gdy tak naprawdę – odpowiednio: czwartą i trzecią. Bez względu na to, którą w kolejności byłaby, Konstytucja 3 maja pozostaje jednym z najważniejszych na świecie tego typu aktów prawnych.

    więcej »
  • Kościół i Wolna Europa
  • 3 maja minie 60. rocznica nadania z Monachium do Polski pierwszej audycji Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Dziś już coraz mniej osób kojarzy tę nazwę, a pewnie jeszcze mniej wie, jak wielką rolę odgrywało to radio w walce o wolność słowa w czasach komunistycznego PRL-u. 

    więcej »
  • Prymas schyłku epoki
  •   Czarna legenda, jaką wokół niego stworzono, kazała sądzić, że był tchórzliwy, uległy wobec coraz bardziej wszechwładnej Rosji, miał pertraktować z Prusakami, chciał podobno uciec z Polski, a że okazało się to niemożliwe, targnął się rzekomo na własne życie. Jaki był naprawdę ostatni prymas przedrozbiorowej Rzeczypospolitej?

    więcej »
  • Pomnik Wdzięczności do odzyskania
  • Idea jest ambitna i jak na dzisiejsze czasy ryzykowna, ale zainteresowanie nią przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Kto i po co chce odbudować w Poznaniu  pomnik Najświętszego Serca Jezusowego zwany popularnie pomnikiem Wdzięczności ?

    więcej »
  • Polenaktion Zbąszyń
  • Zaledwie w ciągu kilkunastu godzin, pomiędzy 28 a 29 października 1938 r., ludność Zbąszynia, wówczas kresowego miasteczka na zachodzie II Rzeczypospolitej, zwiększyła się o 9 300 osób. Dla znacznie mniejszej do tego czasu liczby zbąszynian rozpoczął się niełatwy egzamin z człowieczeństwa.

    więcej »
  • Przywrócić pamięci
  •   Żołnierze Wyklęci – bohaterowie antykomunistycznego podziemia po II wojnie światowej – których w okresie PRL starano się wszelkimi sposobami zohydzić i wymazać z pamięci Polaków, dziś odzyskują miejsce w naszej historii.

    więcej »
  • Przechadzka na Pere-Lachaise
  • Któż z nas podczas pobytu w Paryżu, nie zawędruje na historyczny cmentarz Père-Lachaise, czy do XIV dzielnicy, na Montparnasse, by pośród miejsc doczesnego spoczynku intelektualnej elity Francji, odszukać liczne groby Polaków, którzy już od dziewięciu wieków obierają sobie stolicę Francji za miejsce pobytu.

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego