dzisiaj jest: wtorek, 22.05.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 02/2010 » Historia »

Jakim papieżem był Pius XII?

autor: Paweł Milcarek

W 1990 r. Jan Paweł II zadecydował o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Piusa XII. Kilka tygodni temu Benedykt XVI podpisał równocześnie dekret o heroiczności cnót Piusa XII i Jana Pawła II.

 

Obaj papieże mają otwartą drogę do beatyfikacji, zapewne w tym roku. Jednak o Piusie XII wiemy o wiele mniej niż o Janie Pawle II. Można odnieść wrażenie, że „wiemy” już tylko tyle, ile pozwoli nam hałas polemik dotyczących stosunku tego papieża do nazizmu i Holocaustu.

Udowadnianie, że Pius XII nie był wielbłądem – a więc „papieżem Hitlera” oraz „antysemitą” – zostawmy chwilowo innym. W tym artykule chodzi o coś innego: o to, jakim papieżem był Pius XII.

 

Papież „przełomu”

Był oczywiście nauczycielem wiary. Czego nauczał przede wszystkim? W uproszczonych zarysach zwykło się pisać, że to po Piusie XII – w epoce Vaticanum II – nastąpił gwałtowny przełom w teologii, w tym zwłaszcza w eklezjologii. Jednak niektórzy specjaliści są w wydawaniu takich sądów ostrożni: wydaje się, że większym przełomem (jeśli już używać tego słowa) było to, co zrobił sam Pius XII w encyklice „Mystici corporis. Promowana tam wizja Kościoła jako „mistycznego ciała Chrystusa” miała moc wyprowadzania z zaułków teologów zbytnio skoncentrowanych na elementach jurydycznych. Pius XII zstępował głębiej, ku połączeniu nauki o Kościele z nauką o Chrystusie – w ten sposób, że bez pomniejszenia wymiaru hierarchicznego przynależności kościelnej, została podkreślona osobista solidarność każdego z Głową, czyli Chrystusem.

Była to nauka do tego stopnia oszałamiająca, że późniejszy sobór niewiele mógł tu dodać, w wymiarze najściślej teologicznym. Jeśli przypomnimy sobie, że np. kard. Wyszyński uważał, iż soborowa nauka o Kościele jako „ludzie Bożym” jest jedynie prościej wyłożoną nauką Piusa XII o „ciele mistycznym”, można to uznać za opinię być może przesadną – trudno jednak nie dostrzec, że tak można było ujmować sprawę owego „przełomu”, stojąc bardzo blisko tych wydarzeń.

W istocie były dwa przełomy: jeden „przedsoborowy”, autorstwa właśnie Piusa XII dającego nową wizję wewnątrz Tradycji – a drugi „posoborowy”, autorstwa teologów chcących wyraźnie zerwać z tradycją przy pomocy swoich interpretacji języka teologicznego Vaticanum II. Wertując Magisterium posoborowe można odnieść wrażenie, że ma ono jednak więcej wspólnego z tym pierwszym „przełomem” niż z tym drugim.

 

Papież cytowany

Dokumenty Piusa XII są zresztą drugim, po Biblii, najczęściej cytowanym autorytetem ostatniego soboru. Czy miałoby to oznaczać jedynie uprzejmość względem niedawno zmarłego papieża? A może wynikało to stąd, że był on w swoim nauczaniu wyjątkowo aktywny i szczególnie rzetelny? Rzeczywiście, nie było takiej aktualnej kwestii wymagającej rozstrzygnięcia w duchu wiary, w której ten papież nie zabrałby głosu, i to wykazując się niekiedy – jak np. w sprawach bioetycznych – daleko posuniętą wnikliwością. Nic dziwnego, że ojcowie soboru korzystali z tej skarbnicy pełnymi garściami.

A jednak w praktyce stało się tak, że potem nauczanie Vaticanum II odczytywano nie poprzez, lecz przeciw magisterium Piusa XII, jakby zgodnie z logiką zerwania, a nie według logiki kontynuacji. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie soborowej „deklaracji o wolności religijnej”: zamiast umieścić ten skądinąd trudny dokument w kontekście wcześniejszych objaśnień Piusa XII o warunkach prawnej tolerancji dla błędu, wpływowi teolodzy ogłosili egzotyczną interpretację, że Kościół, wbrew całej wcześniejszej Tradycji, głosi teraz „prawo do błędu”. Ta interpretacja pociągnęła za sobą spory bałagan w pojmowaniu przez katolików ich obowiązków społecznych względem religii.

Szkodliwa logika zerwania – podszyta niejednokrotnie resentymentem względem Rzymu Piusa XII – okazała się szczególnie zdradliwa w kwestii tak delikatnej, jak reforma liturgii. Tu paradoks jest krzyczący: gdy ojcowie soborowi przyjmowali niemal jednogłośnie dokument sankcjonujący pewne modyfikacje w sprawowaniu kultu Bożego, czynili to właśnie z myślą o niedawnych roztropnych przedsięwzięciach Piusa XII, który dokonał rewizji obrzędów Wielkiego Tygodnia, a sprawie liturgii poświęcił encyklikę „Mediator Dei” – jednak praktyka reformy posoborowej poszła w zupełnie innym kierunku. Nie zmienia to faktu, że i dziś soborową konstytucję „Sacrosanctum Concilium” należałoby czytać razem z encykliką „Mediator Dei”, aby uchwycić wspólną im teologię „ducha liturgii” (do tego trzeba by jednak mieć wspólne wydanie obu dokumentów, najlepiej z dobrym komentarzem).

 

Papież nowoczesny

Wróćmy jednak do samego papieża. Podobno raczej zamknięty w sobie i na pewno arystokratyczny w obyciu, Pius XII był równocześnie papieżem bardzo nowoczesnym w podejściu do mediów: doceniał ich znaczenie i chętnie z nich korzystał. Był pierwszym papieżem, który już nie tylko przemawiał przez radio (słynne były jego orędzia radiowe z czasów wojny), ale i był pokazywany w telewizji. Gdy dziś ogląda się jego zdjęcia i relacje filmowe z jego udziałem, daje się odczuć zarówno majestat, jak i zachowania retoryczne zgodne z klasycznymi wzorcami – mamy do czynienia z człowiekiem, który jak ognia unikał jakiegoś „puszczania oka”, natomiast całą swoją powierzchowność podporządkował pewnemu wyobrażeniu o powadze swej misji.

 

Papież nonkonformista

Na uwagę zasługuje Piusowy duch nonkonformizmu względem świata. Tym, którzy lamentują dziś nad rzekomym „milczeniem” papieża w sprawie nazizmu, warto zadawać pytanie, co sądzą o jego jednoznacznych potępieniach komunizmu, ze słynną ekskomuniką z 1949 r. dla członków partii komunistycznych. Ojciec Święty zadarł świadomie z bezbożną potęgą, która właśnie podporządkowała sobie pół Europy, a szła do panowania nad światem – miał tę odwagę proroka, która nie wszystkim przypadła po równi (dla porównania: w latach 1962-1984 w dokumentach Stolicy Apostolskiej zapanowało całkowite milczenie na temat perwersji komunizmu, ton w tej sprawie zmienił się dopiero za Jana Pawła II, w związku z napiętnowaniem marksistowskiej „teologii wyzwolenia”). Zostało to Piusowi XII dokładnie zapamiętane: wiemy dziś, na podstawie świadectw i dokumentów, że to właśnie w odwet za jednoznaczne potępienie komunistyczny wywiad inspirował i podtrzymywał czarną legendę o rzekomych związkach papieża z Hitlerem. Kłamali, kłamali – i wielu wierzy w to do dziś!

 

Papież popularny

Jednak za życia był uwielbiany – i to nie tylko jako człowiek-instytucja. W tekście opublikowanym w latach 40. wybitny francuski myśliciel Gustave Thibon mógł więc nawet podawać jako przykład zjawiska deprecjacji instytucji – na rzecz dominacji sentymentów międzyludzkich – „infantylną papolatrię”, dziecięce formy uwielbienia dla Ojca Świętego! Rzeczywiście, ludzie współcześni Piusowi XII mogli odnosić wrażenie, że jego popularność daleko przekroczyła zwykłą poprawność kościelną czy dyplomatyczną. Pamiętajmy o wielu wyrazach czci pochodzących spoza Kościoła, w tym od autorytetów żydowskich.

Czy to znaczy, że wewnątrz Kościoła był kochany przez wszystkich? Z tym nie należy przesadzać – zresztą nawet o ogromnie popularnym Janie Pawle II tego nie można by powiedzieć. Dla części inteligencji teologicznej Pius XII stał się patronem systemu zadowalającego się bezpiecznymi definicjami, a nieufnego względem odważniejszych poszukiwań prawdy. Dokumenty, w których papież potępiał rzeczywiście niebezpieczne błędy teologiczne (przykładem encyklika „Humani generis”), stawały się narzędziami nadużywanymi przez oficjalnych teologów rzymskich w ich rywalizacji z „nową teologią”. Zbyt często oznaczało to dumny tryumf ludzi miernych nad ludźmi o żywej inteligencji – i zbywanie pytań przypomnieniami anatem. Temu procesowi sprzyjała pogłębiająca się u papieża w ostatnich latach nieufność do ludzi, pewien ton pesymizmu w ocenie ludzi i sytuacji.

Zawdzięczamy mu ogłoszenie dogmatu o Wniebowzięciu Matki Bożej (1950), czyli nieomylne potwierdzenie tej prawdy wiary, że całe, duchowo-cielesne człowieczeństwo Maryi zostało wzięte tam, gdzie wcześniej wstąpił Jej zmartwychwstały Syn. Radosny dogmat rozkwitający co roku osobnym świętem 15 sierpnia.

 

 

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
5/5 (4)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
ryszard (07-02-2010 10:37)
wybielony Papież. troche za mocno
  • Bajkowego biskupa przypadki
  •   Zapamiętano go powszechnie jako postać po wielokroć książęcą. Był księciem biskupem warmińskim, księciem sambijskim, słusznie nazywano go księciem Kościoła oraz księciem polskiej literatury oświeceniowej. Często jednak zapomina się, że biskup Ignacy Krasicki był też prymasem Polski.

    więcej »
  • Znaki dla wiary
  •   Wypadające z okna dziecko uratowane bezwiednie przez śląskiego „szmaciorza”, interwencja św. Józefa w lagrowym piekle na ziemi, miłosierdzie za pomoc udzieloną niewidomemu Niemcowi w drodze do obozu. To tylko niektóre znaki, jakie kard. Ignacemu Jeżowi nigdy nie pozwoliły na zwątpienie.

    więcej »
  • Zapomniane męczeństwo
  •   Ten temat regularnie pojawia się i znika, niestety tylko na łamach prasy katolickiej. Może tegoroczna,  przypadająca w sierpniu 35. rocznica śmierci abp. Antoniego Baraniaka stanie się pretekstem do przypomnienia ogromnych zasług tego biskupa. Nie tylko dla Kościoła, ale po prostu dla naszego kraju.

    więcej »
  • Ranking konstytucyjny
  •   W powszechnej opinii była drugą na świecie i pierwszą w Europie, gdy tak naprawdę – odpowiednio: czwartą i trzecią. Bez względu na to, którą w kolejności byłaby, Konstytucja 3 maja pozostaje jednym z najważniejszych na świecie tego typu aktów prawnych.

    więcej »
  • Kościół i Wolna Europa
  • 3 maja minie 60. rocznica nadania z Monachium do Polski pierwszej audycji Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Dziś już coraz mniej osób kojarzy tę nazwę, a pewnie jeszcze mniej wie, jak wielką rolę odgrywało to radio w walce o wolność słowa w czasach komunistycznego PRL-u. 

    więcej »
  • Prymas schyłku epoki
  •   Czarna legenda, jaką wokół niego stworzono, kazała sądzić, że był tchórzliwy, uległy wobec coraz bardziej wszechwładnej Rosji, miał pertraktować z Prusakami, chciał podobno uciec z Polski, a że okazało się to niemożliwe, targnął się rzekomo na własne życie. Jaki był naprawdę ostatni prymas przedrozbiorowej Rzeczypospolitej?

    więcej »
  • Pomnik Wdzięczności do odzyskania
  • Idea jest ambitna i jak na dzisiejsze czasy ryzykowna, ale zainteresowanie nią przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Kto i po co chce odbudować w Poznaniu  pomnik Najświętszego Serca Jezusowego zwany popularnie pomnikiem Wdzięczności ?

    więcej »
  • Polenaktion Zbąszyń
  • Zaledwie w ciągu kilkunastu godzin, pomiędzy 28 a 29 października 1938 r., ludność Zbąszynia, wówczas kresowego miasteczka na zachodzie II Rzeczypospolitej, zwiększyła się o 9 300 osób. Dla znacznie mniejszej do tego czasu liczby zbąszynian rozpoczął się niełatwy egzamin z człowieczeństwa.

    więcej »
  • Przywrócić pamięci
  •   Żołnierze Wyklęci – bohaterowie antykomunistycznego podziemia po II wojnie światowej – których w okresie PRL starano się wszelkimi sposobami zohydzić i wymazać z pamięci Polaków, dziś odzyskują miejsce w naszej historii.

    więcej »
  • Przechadzka na Pere-Lachaise
  • Któż z nas podczas pobytu w Paryżu, nie zawędruje na historyczny cmentarz Père-Lachaise, czy do XIV dzielnicy, na Montparnasse, by pośród miejsc doczesnego spoczynku intelektualnej elity Francji, odszukać liczne groby Polaków, którzy już od dziewięciu wieków obierają sobie stolicę Francji za miejsce pobytu.

    więcej »
right
left
Nagroda im. Wł. Pietrzaka dla Przewodnika Katolickiego